Rozwód i Wasze dzieci.

-No nie no, tak na pewno nie!
-No ale jak to? Przed chwilą byłem u Pana Mecenasa i powiedział, ze tak można i tak się robi!
-Nie i koniec. Zrobimy to po ludzku, jak dorośli ludzie którzy są odpowiedzialni za siebie i najbliższych, którzy już sami płacą rachunki u adwokata!

A zaczęło się tak niewinnie. Kilka lat temu byli bardzo młodymi ludźmi. Super studia, świetlane perspektywy przed każdym z nich. Zgodnie z ugruntowaną tradycją w naszych szerokościach geograficznych najpierw był ślub (nie, nie mieszkali razem przed!), później dziecko. Trochę już zarobili. Z biegiem czasu jednak u połowy z nich (u niej) zaczęło coś pękać. Że to może jednak nie to, że ona to by chciała inaczej. Ale że jeszcze nie wie jak, ale inaczej, ale że ona to chyba go nie kocha. Po urodzeniu dziecka to już całkiem inaczej chciała, „nie kocham” zastąpione zostało przez „szczerze i prawdziwie z całego serca cię nienawidzę”. Tak, naturalnie padło oczywiste w takich sytuacjach „rozwód”. No i może dobrze. Nadal młodzi, może sobie jeszcze życia poukładają jak już ustalą czego chcą.
Do tego momentu byłoby wszystko ok, gdyby nie to, że w ich narracji rozwodowej pojawił się wątek dziecka. Kto będzie miał władzę rodzicielską, kto będzie sprawował pieczę, kto będzie decydował ile godzin w miesiącu tatinku będzie widział dziecko, ile mają wynieść alimenty i dlaczego wyłącznie decyzyjna w tych kwestiach będzie matka. On, jako że żywo zainteresowany więzią z jedynym dzieckiem, od razu pobiegł do prawnika.

Przez litość nie wspomnę nawet z której części Warszawy. Muszę napisać jednak, że nie chodzi ten ktoś do sądu z togą z zielonym żabotem. Ten ktoś mu poradził, że powinien – zanim zacznie się cała awantura – spakować dziecko i wyjechać z nim do rodziców swoich. Odciąć je od matki, nie puszczać do przedszkola (żeby uniemożliwić matce odzyskanie kontaktu z dzieckiem) i tak czekać. Tydzień. Dwa tygodnie. Może miesiąc? Pan Mecenas nie wiedział ile. Po tym czasie On miał wnieść pozew o rozwód z wnioskiem o zabezpieczenie pieczy nad dzieckiem przez siebie jako ojca. Doskonały plan. Sprytny taki.
ABSOLUTNIE ZERO WGLĄDU W TO, CO SIĘ STANIE Z DZIECKIEM. JAK PRZEŻYJE ONO TAKĄ SYTUACJĘ, KIEDY NAJBLIŻSZE MU OSOBY BĘDĄ SOBIE OWYM DZIECKIEM ŻONGLOWAĆ, ODBIERAĆ SIŁĄ Z PRZEDSZKOLA, PÓŹNIEJ W ASYŚCIE POLICJI Z DOMU.

No więc On po wizycie u Pana Mecenasa trafił do mnie:
-No nie no, tak na pewno nie!
-No ale jak to? Przed chwilą byłem u Pana Mecenasa i powiedział, ze tak można i tak się robi.
-Nie i koniec. Zrobimy to po ludzku, jak dorośli ludzie którzy są odpowiedzialni za siebie i najbliższych, którzy już sami płacą rachunki u adwokata!

Kolego, Koleżanko po fachu, niezależnie od koloru żabotu togi, nie idź tą drogą! Stwórz swojemu klientowi warunki żeby rozwiódł się jak człowiek. Niech nie słucha ostatecznego wyroku omdlewając z nerwów i z odruchem wymiotnym. Da się tak!

Add a Comment