Rozwód czy ratowanie małżeństwa – historia z praktyki

„A licence to kill is also a licence not to kill”. Takie słowa padły w jednej z części sagi o przygodach najbardziej znanego agenta Jej Królewskiej Mości. I tak sobie pomyślałem Szanowni Państwo, że po drobnej parafrazie mogę te słowa odnieść do siebie. A licence to divorce is also a licence not to divorce”.
Wszystko przez Klienta który popełnił w małżeństwie bardzo duży błąd. Bardzo. Taki, że trzy tygodnie później pozew o rozwód złożony przez żonę w sądzie w mieście stołecznym.
Tylko że ten Klient nie chciał się rozwodzić. Nie żeby zrobić na złość żonie. On ją kochał. Naprawdę szczerze i mocno. Tak jak potrafił swoją ułomną i niedojrzałą miłością. Przez kilka dekad żył z niezdiagnozowaną przypadłością która bardzo utrudniała mu życie. Nawet nie był tego świadomy. Nie wiedział dlaczego popełnia pewne błędy, dlaczego działa według pewnego schematu, jest nieodporny na pewne pokusy.
Potrzebę sięgnięcia po pomoc na zewnątrz dostrzegł w sobie po tym jak dotarł na samo dno. Kiedy już nic gorszego nie mogło go spotkać jak właśnie wizja końca jego małżeństwa. Pomoc w toku!
No i skubany (pardon my French) skłonił mnie do refleksji. Bo jeśli małżeństwo, wspólnota, rodzina mają znaczyć cokolwiek – to także to, że kiedy jedno z małżonków upada, drugie nie odwraca się plecami. Nie zostawia się drugiej połowy w momencie, kiedy nie tylko sam widzi swoją słabość, ale przede wszystkim ją leczy. Bo przecież nie po to przysięgali miłość i wierność „na dobre i na złe”, by jakikolwiek błąd – nawet tak poważny – miał przekreślić wszystkie lata wspólnego życia, cały trud, wszystkie wspólne dni, wszystkie sukcesy i wszystkie kryzysy, które razem już pokonali.
Gdyby małżeństwo miało być układem warunkowym – „kocham cię, o ile nie popełnisz żadnego błędu” – nikt nigdy nie brałby ślubu. Człowiek nie jest projektorem idealnych wyborów. Każdy z nas generuje słabości, tylko większość ludzi nigdy nie dochodzi do tego punktu, w którym musi aktywnie i świadomie się z nimi zmierzyć. Klient tam doszedł. I robi wszystko, co trzeba, żeby wygrać tę walkę.
I wiecie co? Udało się. Złożona odpowiedź na pozew, pozew cofnięty. Walczą wspólnie dalej! On żeby zrozumieć siebie i kochać żonę w sposób odpowiedzialny i tak jak ona na to zasługuje, ona – żeby trwać w miłości mimo ułomności męża. Ułomności, którą on zwalcza na jej oczach każdego dnia. Dla siebie i dla niej.
Jakaż to miła odmiana po niezliczonych sprawach w których ludzie nie dali sobie szansy na reset i wspólną walkę na którą się pisali razem, a brnęli w konflikt aż do przekroczenia punktu za którym nie ma odwrotu.
Wtedy już idziemy w rozwody na dwudziestu świadków, 12 tomów akt i podziały majątku i walczymy o każdą łyżeczkę (dosłownie, prawdziwa historia!).
Potrzebujesz adwokata, który przeprowadzi Cię przez rozwód z pełnym zrozumieniem i strategicznym podejściem?

Umów konsultację: 535 584 313