Kradzież w kościele – historia sprawy karnej

O kościele, ale bez udziału ministrantów. Pełna powaga. Pewnego dnia pewien proboszcz w pewnej małej miejscowości nieopodal Warszawy zaczął swój dzień jak każdy poprzedni. Poranna gimnastyka, różaniec, herbata. Gosposia zrobiła śniadanie. Później już aktywność zawodowa: msza, lekcje religii w pewnej małej szkole nieopodal parafii w tej samej małej miejscowości nieopodal Warszawy. Później dyżur w kancelarii parafialnej. Następnie msza. No i wtedy ksiądz spostrzegł, że z kasetki w zakrystii zniknęły pieniądze. Okazało się, że sprawcą był jeden Pan, ale inny niż ten z wcześniejszych historii, który kościoły odwiedzał wyłącznie w celu kradzieży zawartości ich kasetek na zakrystiach. A okazało się to, bo kamery uwieczniły jego obraz. Prokurator żądał kary w górnej granicy ustawowego zagrożenia, zabiegi obrońcy przełożyły się na to, że skończyło się na karze, która umożliwia jej odbycie w systemie dozoru elektronicznego. W domu. Z urządzeniem na nodze. Wodoodpornym.

Jeżeli interesuje Cię tematyka odbywania kary w systemie dozoru elektronicznego, daj znać. Zobaczymy co da się zrobić!