Groźby sąsiada i pomoc pokrzywdzonej w sprawie karnej

Była sobie młoda dziewczyna, maturzystka tegoroczna. Spokojna, grzeczna dziewczyna, dobrze się uczyła, wszyscy ją lubili. Nadal się uczy, nadal lubiana już na studiach. Był i on. Mieszkali po sąsiedzku. On trochę starszy. No i któregoś razu zaiskrzyło… na swój sposób. Głównie to zaiskrzył. On ją wyzwał od najgorszych, krzyczał,kopał w drzwi od jej mieszkania pod nieobecność jej rodziców, groził zaj…..em. Oj, jak zaiskrzyło. Żaden sąsiad nie zareagował, kompletna cisza. Jak jeden odpowiadali na pytanie na sali sądowej o powody tej ciszy "bo się bałem/bałam, panie mecenasie."
Policja, postępowanie karne, zarzuty, akt oskarżenia i wyrok z nawiązką i zakazem zbliżania. Nieprzesadnie wysoki, ale obrona walczyła o uniewinnienie. Zatem z perspektywy oskarżyciela posiłkowego – owej dziewczyny – sukces!

Ta młoda dziewczyna występująca w charakterze oskarżyciela posiłkowego z moją skromną osobą jako pełnomocnikiem to ktoś, kogo zna moja mama i od niej i jej rodziców dowiedziała się o sprawie. Dzwoni do mnie i z absolutną ekscytacją niemal krzyczy do słuchawki: "Wygrałeś z XXX (tu pada nazwisko chyba najbardziej znanego adwokata w jednym z nieprzesadnie wielkich miast w którym mieszka moja mama)???!!!!

No wygrałem.

Kurtyna.

Inna sprawa, drodzy Państwo, że jak w waszym otoczeniu dzieją się takie rzeczy, to nie zwiększajcie głośności w telewizorach tylko reagujcie! Przecież jakby troje sąsiadów wyszło na klatkę schodową kiedy odbywały się ww. sceny, byłoby po temacie, że tak to kolokwialnie ujmę.

Wpisujemy sobie do kalendarza słowo na dzisiaj. Do powtarzania przynajmniej do końca roku: "REAGUJĘ!"