Kolejne wyroki i praca obrońcy – historia z praktyki

Był sobie taki jeden Pan w uroczej miejscowości pod Warszawą. Chyba dość solidnie skrzywdzony przez życie, z traumami z dzieciństwa, liczne rodzeństwo, rodzice z serii konkretnie "tankujących". Po drodze pierwsze wyroki za przestępstwa. Najpierw takie drobne kradzieże z włamaniem w okolicznym kiosku, jakiś stary rower z piwnicy od sąsiada, groźby karalne po alkoholu wobec sąsiadów. Później już rozbój, prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. Ledwo co wyszedł Pan na wolność z obowiązującym zakazem prowadzenia jeszcze przez xxx lat, zatrzymanie, kontrola uprawnień, znów wyrok za nieprzestrzeganie wyroku sądu. Kolejny pobyt w zakładzie karnym. Później raz jeszcze wyrok i pobyt w zakładzie karnym za prowadzenie pod wpływem alkoholu z jednocześnie orzeczonym w wyroku zakazem prowadzenia pojazdów na jeszcze dłuższy czas.
Wychodzi Pan i – nie zgadniecie Państwo! Pan z orzeczonym zakazem znów jedzie! Tym razem do lasu. Z bagażnikiem pełnym śmieci. Wyjeżdża z lasu bez śmieci.

Ktoś go zauważył jak ten bagażnik… Policja, zatrzymanie wobec podejrzenia popełnienia wykroczenia, kontrola uprawnień. Znów więzienie. Sąd nie chciał nawet słyszeć o tym żeby Pan odbywał karę w systemie dozoru elektronicznego. Mimo gorąco deklarowanej poprawy, mimo założenia rodziny z konkubiną i jej czwórką dzieci z innych związków. Mimo podjęcia pracy.

Tym sposobem Pan trochę po czterdziestce i ponad połowa życia w różnych zakładach karnych.

Podsumowanie: wyrzucanie do lasu odpadów jest wykroczeniem zagrożonym karą ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 500 złotych. A jak w grę wchodzi zakopywanie odpadów to nawet areszt i grzywna od 1000 zł.
A, za pomoc sąsiadowi które chce wywieźć odpady do lasu i go tam wiezie swoim autem – taka sama kara grozi.

W razie potrzeby, przy konfrontacji z organami ścigania, nawet w zakresie wykroczenia – zadzwoń. Być może będzie co robić. A z doświadczenia w prawie karnym wiem, że będzie "w razie potrzeby".