Jest 18249 dzień bez jakiegokolwiek urlopu. Godzin nieprzerwanej pracy to już nawet nie zliczysz. Ciągle te same twarze, czepianie się szefa bo "się nie zna, a ciągle coś..". W myślach już wyobrażasz sobie, że jeszcze jeden dzień i zrobisz sobie krzywdę. Albo komuś w robocie. Ty już nawet w wyobraźni widzisz całą krew której rozbryzgi są na wszystkich ścianach w biurze. Wtem przychodzi piątek i mężczyzna twojego życia (dalej "mtż") przybywa do Ciebie po pracy z piękną kopertą. W środku voucher na weekend w pięknym hotelu, najlepszy w jednej z podgórskich miejscowości w naszej pięknej ojczyźnie. Baseny, masaże, spa, świeczki, szlafroki, kolacja….
Radości nie ma końca. Szybko przechodzi Ci wszelka złość. Jedyny problem to co spakować! Jaka sukienka, jaka bielizna. Czy prostownica będzie potrzebna? "A, wezmę", myślisz. MTŻ ma duże auto, ogarnie! No i jedziecie. Względnie niedaleko od domu więc i dość szybko docieracie na miejsce.
Tu szybka kąpiel, przebranie się w… inne ciuchy i wyjście z pokoju. Wracacie.
….
….
….
….
….
….
….
Przerwa w narracji.
W nocy budzisz się bo czujesz jak coś po tobie łazi. Zapalasz światło, a na tobie i na łóżku…
PEŁNO PLUSKIEW.
Zdejmujesz prześcieradło z materaca, poszewki z poduszek i kołdry. To co widzisz jednocześnie cię osłabia i dobija. Miało być kilka dni wytchnienia, a jest co jest. Taki był piękny hotel, taki amerykański.
Uciekasz w popłochu z tego miejsca. Po kilku dniach już w domu kolejne pluskwy się wylęgają. Jesteś już cała pogryziona. Ponad 60 śladów pogryzień na całym ciele. Kończy się interwencją lekarską i podjęciem farmakoterapii.
Dom – przez miesiąc wyjęty niemalże z użycia przez chemię do usunięcia pluskiew. Wyrzuciłaś tonę rzeczy, w tym materac.
A hotel? Cóż… postępowanie przed sądem rejonowym w toku. W skrócie "To nie nasze pluskwy."
Kolejne rozprawy wyznaczone. Będzie biegły lekarz dermatolog bo pozwany kwestionuje pochodzenie śladów pogryzień zgodnie z koncepcją "To nie nasze pluskwy".
Bo może.
Dam znać za 3 lata jak to się skończyło:-)
