Mój klient ma wszystko, żeby wygrać sprawę o dziecko. Dowody, zaangażowanie, kompetencje. A najbardziej cieszy się z… płci sędziego.
Klient to mężczyzna. Bardzo fajny facet, zaangażowany w opiekę nad dzieckiem jak tylko można sobie wyobrazić. Mnóstwo dowodów na swoje zaangażowanie i na swoje kompetencje rodzicielskie. Idealny Klient.
Paradoks polega na tym, że ma realne argumenty, które sąd bierze pod uwagę — ale skupia się na czynniku, który nie ma żadnego znaczenia procesowego.
…ale on i tak stoi przy swoim. Każdy jego kolega „przerabiał temat” i każdy mu mówi to samo: jak sędzia facet, to „rozumie faceta”, „nie da się zmanipulować matce”, „patrzy bardziej obiektywnie”.
Jak wasze doświadczenia rozwodowe? Macie poczucie, że płeć sędziego realnie wpływa na wyrok — czy to raczej mit powtarzany po sprawach?
Pomagam w sprawach zarówno rozpoznawanych przez sąd w składzie żeńskim, jak i męskim.
Potrzebujesz wsparcia przy rozwodzie? Sprawie opiekuńczej? Podziale majątku?
Umów się na spotkanie.
