Wrześniowe popołudnie w kancelarii – historia z praktyki

Było ciepłe i słoneczne wrześniowe popołudnie. Pan Mecenas wrócił do biura po dwóch rozprawach i pysznym lunchu oraz filiżanki super wspaniałego gęstego i aksamitnego, kremowego niczym jedwab, o głębokim, wielowymiarowym aromacie czekolady, karmelu, prażonych orzechów i lekkich owocowych nut espresso. Smak – intensywny, harmonijny, zmysłowo słodki, a jednocześnie szlachetnie gorzki, przełamany subtelną, żywą kwasowością niczym dotyk cytrusów. Body – pełne, oleiste, oblepiające podniebienie, z cremą gładką i trwałą jak złota korona. Finisz – długi, aksamitnie rozchodzący się po zmysłach, pozostawiający echo kakao, migdałów i delikatnej owocowej świeżości. Chwila intensywnej równowagi, która koi i pobudza jednocześnie – idealny wstęp do kolejnych wyzwań dnia.

No i wtedy przychodzi ona. Bez zapowiedzi. Bez umówienia się na wizytę.
Siada i pyta: czy może pozwać mamę – bo tata juz nie żyje – o to, że została poczęta w takim momencie roku, że urodziła się pod znakiem zodiaku, który prezentuje zespół cech jaki jej nie odpowiada i wobec tego czuje się pokrzywdzona.

Nie może.

True story. Wydaje się że nie. Ale tak.

Nie bądź jak ta Pani, umów się na wizytę.