Był sobie młody chłopak, inny niż ten wcześniej. To inny case. Była sobie też młoda dziewczyna. I się poznali. Pierwsze wspólne wyjścia na kawę, jakaś pizza obficie sosem czosnkowym polana bo żadne z nich nie było smakoszem, pierwsze wspólne wypady na weekend do Zakopanego. Pierwsze buzi w czółko. No i „pierwszy raz” też był! Później kolejna tura kaw, wyjazdów na weekend, więcej pizzy (i cały czas z sosem czosnkowym bo tak lubili i już!), buziaków w czółko i „razów”. I kolejna tura, i kolejna. Tak im się to wszystko spodobało. W końcu zamieszkali razem. U niej. Wkrótce za jego namową ona sprzedała swoje wycacane mieszkanie, wzięła kredyt i kupiła dom który wymagał remontu, żeby mieli przestrzeń. On bardzo chciał. Idylla trwała, było coraz bardziej sielankowo, naprawdę. Pierwsze zgrzyty i popularne aktualnie „red flagi”? No jasne! Przecież to nie bajka dla dzieci! Wiadomo że tu będzie gorzej. On zaczął sobie popijać. Początkowo w granicach środowiskowej normy, co już jednak zostało zauważone bo wcześniej tylko jedno piwo raz na każdą porę roku. Rozwinął się chłopak i pił już porządnie. Dziewczyna nadal ślepo zakochana robiła wszystko żeby pomóc. Woziła do lekarzy, na odtrucia, do szpitala, na terapie. No i się ożenili.
Któregoś dnia ona wraca z pracy do domu, on kompletnie pijany na ziemi w garażu, na jego telefon z nadal włączoną aplikacją i niewygaszonym ekranem przychodzą wiadomości. Z aplikacji towarzyskiej dla homoseksualistow jak się okazało. Dużo wiadomości, dużo konwersacji, dużo zdjęć, nawet bliki wysłane na poczet spotkania z parą transwestytów.
Najdelikatniej jak to tylko można zrobić napiszę, że dziewczyna nie była zadowolona. Jej ukochany po wielu latach bycia razem okazał się homoseksualistą.
Koniec. Rozwód.
Tragiczne/żalosne/niekulturalne ze strony chłopaka było to, że domagał się rozwodu także z winy swojej żony.
Chodź, pomogę Ci z rozwodem. Nawet jeżeli wydaje.Ci się, że twoja sytuacja jest najgorsza. Znajdziemy sposób żeby cię wyciągnąć.
