Nie zliczę ile razy pytano mnie jak mogę być obrońcą, bronić gwałcicieli, pedofilów… Ile razy padało sakramentalne "tak", wróć, "A co jak zgwałciłby twoje dziecko?!" Teraz nie o zgwałcicielach, tylko o czymś co z pozoru wydaje się niegroźne i nawet chyba trochę społecznie akceptowane. Podbijanie przez diagnostów na stacji kontroli pojazdów pieczątek w sytuacji gdzie
Szanowni Państwo, uprzejmie informujemy, że – przykład z życia i praktyki w sferze prawa rodzinnego wzięty – relacja pozamałżeńska (seksualna/romantyczna) waszego męża z waszą matką liczy się jako spowodowanie rozkładu pożycia małżeńskiego i nadaje się do orzekania o zawinieniu męża za ten rozkład. Tu nie działa "wszystko zostaje w rodzinie". Z wszystkimi tego konsekwencjami (głównie
Mój klient ma wszystko, żeby wygrać sprawę o dziecko. Dowody, zaangażowanie, kompetencje. A najbardziej cieszy się z… płci sędziego. Klient to mężczyzna. Bardzo fajny facet, zaangażowany w opiekę nad dzieckiem jak tylko można sobie wyobrazić. Mnóstwo dowodów na swoje zaangażowanie i na swoje kompetencje rodzicielskie. Idealny Klient. Paradoks polega na tym, że ma realne argumenty,
Zapewne każdy z Państwa ma w głowie archetyp osoby przestępczej, członka grup i związków przestępczych, wielokrotnie skazanego za różne przestępstwa kryminalne. No i jak taka osoba przestępcza na środku korytarza w wielkim sądzie, a takim bez wątpienia jest Sąd Okręgowy w Warszawie, po rozprawie, rzuca się żeby się wyściskać swojego adwokata po korzystnym rozstrzygnięciu, to